Bloog Wirtualna Polska
Są 1 263 374 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

EUROPEAN CUP OPEN - CEGLED

poniedziałek, 19 października 2009 13:00

na gorąco wrażenia z ostatniej wizyty na zawodach węgierskiej federacji IFF.

 

Wyjazd był inny od dotychczasowych, ponieważ towarzyszyły nam wyzwania związane z nauką nowych elementów i opracowaniem choreografii dostosowanych do wymagań federacji IFF. Wiedziałyśmy, że jedziemy tam, aby nauczyć się jak najwięcej, ale po cichu głęboko liczyłam, że zdobędziemy medal, nie wiedziałam tylko w jakiej kategorii. Serca międzynarodowych sędziów podbiła 8-letnia Maja Dembowska zasłużenie zdobywając brązowy medal EUROPEAN CUP OPEN w kategorii 6-8 lat. Majeczka uradowała mnie czystością wykonania elementów, czym potwierdziła sportowe „pudło" :-] w arkuszu ocen sędziowskich.

 

A teraz po kolei... Od momentu wejścia do autokaru,zaczęła się wycieczka  Akademii Fitness Sportowego. Wybrałam się do Cegled (1200 km) z 10 zawodniczkami  i tzw. grupą wsparcia. 17 godzin jazdy nocą minęły szybko,  spałyśmy wygodnie, każda miała miejsce leżące.

 

Na dzień dobry dostałyśmy od Asi ciepłe kurczaki z grilla. Oczywiście skończyło się na tym, że ja zjadłam połowę, a reszta resztę i jeszcze zostało. Miałyśmy  wszelkie wersje kawki w termosach oraz stoły szwedzkie w podręcznych lodóweczkach. To znaczy dziewczyny miały - ja z założenia nic nie biorę, bo wiem że dziewczyny o mnie zadbają;-). 


Hotel jak zwykle nowy, ładny z zapleczem basenów i wód termalnych. Tym razem nie miałyśmy za dużo czasu na zabawy w wodzie. Inaczej niż na obozie sportowym w Martfu, gdzie kąpiel i konkursy  wodne były codzienne. Zawody mają swoje rytuały. Wieczorem trzeba przygotować wszystkim dzieciom włosy: zakręcić loczki, pokarbować, zapleść warkoczyki itp. aby gwiazdy położyły się wcześniej spać. Pani Bożena sprawdziła się tym razem nie tylko jako fachowiec w dziedzinie sportu, ale również nauczyła się nakręcać papiloty, za czym nie przepada Aga, dlatego świetnie się  uzupełniają. Makijaże pierwszego dnia zaczęłyśmy chyba o 6 rano. Spałam 2,5 godziny, ponieważ przeglądałam jeszcze elementy i przepisy  sędziowskie. Egzamin pisemny zdawałyśmy z Bożeną prosto z autobusu  po godzine pisania odpowiedzi po angielsku, złapał mnie tzw. spadek cukru i głowa nie chciała myśleć  więcej po węgiersku (nic dziwnego nie jadłam cały dzień, bo nawet nie zauważyłam, że minął) = mnóstwo śmiechu, bo naprawdę wymyślałyśmy dziwne blond rzeczy w tym stresie.

 

Następnego dnia, podczas zawodów GRAND PRIX WĘGIER zdawałyśmy egzamin praktyczny za panelem sędziowskim. Tego samego  wieczoru Ildiko (prezes  IFF) poprosiła mnie, abym zasiadła w międzynarodowym panelu sędziowskim na zawodach EUROPEAN CUP OPEN. Hm, nie wypadało mi odmówić i musiałam ponieść konsekwencje świadomego podejścia do egzaminu. Przyznaję, że wolę być z dziewczynkami za kulisami, bo wtedy czuję się pewniej. Za stolikiem sędziowskim niewiele mogę zrobić, a na zapleczu z dziewczynami -wszystkie mogę zaczarować, dodać wiary w siebie. Oczywiście ocenianie nie sprawia mi kłopotu, w końcu oceniam je w duchu cały czas i swoje zdanie mam.

 

Ale zawody mają to do siebie i scena ma te prawa, że wydarzają się na niej, często najmniej oczekiwane sytuacje. Takie też były te zawody, pełne niespodzianek i emocji, pełne uśmiechu, z niewielką ilością łezki, o której nikt już nie pamięta. Taka konfrontacja na zawodach zawsze dopinguje do pracy. Dwudniowe zawody (prawie jak maraton) to dodatkowo rewelacyjny psycho- motoryczny trening. Cieszę się, że w moich oczach wszystkie dziewczyny zrobiły to czego oczekiwałam, a nie oczekuję cudów. Wiem że na wszystko trzeba zapracować. I realnie oceniać swoje siły na zamiary, aby forma nie przerosła treści. Natomiast te dziewczyny, które rozczarowały się sobą, czy wynikami, cudownie się odczarowały i wróciły z uśmiechniętymi buziami na trening. CEL osiągnięty, ja czuję się spełniona i za to Wam dziękuję Golden Team.

 

SZCZEGÓLNE PODZIĘKOWANIA:

Bożena Zygadło - za profesjonalizm w dziedzinie fitness
Iwona Farasiewicz - za pomoc w kontaktach z federacją IFF
Anna Pillath - za cała organizację wyjazdu
Agnieszka Golińska -z a wykonanie i koordynację fryzur

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

ANATOMIA DEBIUTU

piątek, 09 października 2009 22:05

Wywiad przeprowadzony przez p. Ewę Prandota

 

 Czy w ogóle łatwo być debiutantką?

Nie, bo sam fakt, że coś robi się po raz pierwszy, od razu nasuwa szereg wątpliwości. Strach, obawa, zwatpienie - wszystko to miesza się jednak z wiarą w siebie i z ciekawością, jak wypadnę na tle konkurentek.

 

Najwyższy czas przypomnieć, jakie uczucia towarzyszyły debiutantce Aleksandrze Kobielak, która z czasem została mistrzynią świata?

Właśnie te, o których przed chwilą powiedziałam. Ja przeżywam je jak każdy, ale z reguły nie poddaję się emocjom, które dołują człowieka. Idę swoim własnym torem. Lubię jak coś się dzieje i lubię sytuacje, w których mogę się sprawdzać, bo często jest tak, że wynik sprawdzianu przesądza o kierunku, w którym człowiek powinien się rozwijać. Czasami bywa to ryzykowne, powinnam raczej bać się niż przełamywać bariery, ale mimo wszystko walczę ze strachem, bo ciekawość świata jest u mnie większa niż ten strach. Dawno już odkryłam, że ta przebojowość ma swoje zalety, bo pozwala nabrać zaufania do siebie samej.

 

Życie pokazuje, że na podejmowaniu ryzykownych decyzji czasami można się potknąć...

Ale ja wierzę w swoje wybory i znam już nieźle swoje możliwości.  Oczywiście towarzyszy mi obawa i nie ukrywam, że czasem poddaję w wątpliwość, czy to, co zamierzam robić, jest słuszne i ma sens, ale ta wiara w siebie sprawia, że nadal zmierzam do celu. który sama  sobie wyznaczyłam. Wierzę w intuicję, w Boga, i w nadprzyrodzone siły Kosmosu, nastawiam swoją wyobraźnię na pozytywne myślenie, a robię to wszystko dlatego, aby tylko nie sprawić sobie zawodu.

I jeszcze coś! Otóż lubię ten dreszczyk emocji, który towarzyszy moim skokom w życie. A kiedy jest już po wszystkim, mam okazję polubić odprężenie psychiczne, jakie mi się przecież należy po spełnionym zadaniu.

 

Jakie oczekiwania miałaś przystępując 12 lat temu do zawodów kulturystyczno-sprawnościowych pod nazwą „fitness"? (U nas mówi się „fitness gimnastyczne", na Zachodzie - „sport fitness").

Wiedziałam, że stać mnie na zdobycie tytułu mistrzyni Polski, więc wystartowałam, a potem ambicje rosły już adekwatnie do zdobywanych kolejno  tytułów. Będąc mistrzynią  Europy, trudno spocząć na laurach, jeżeli wiadomo, że za kilka miesięcy trzeba będzie walczyć na mistrzostwach świata. Co roku walczyłam sama z sobą i z całą resztą fitnesek. Nie planowałam podbicia świata, ale skoro miałam taką możliwość, więc wykorzystałam ją w pełni.

 

Jak wyglądały Twoje przygotowania do debiutanckiego startu?

Były szaleńczo krótkie w porównaniu do pozostałych startów, bo trwały zaledwie 3 miesiące, ale to nie była zabawa. To był z góry wyznaczony reżim treningowy, restrykcyjne pilnowanie planu, ściśle określone ćwiczenia plus choreografia i kostium. Byłam chuda i szczupła jak nigdy w życiu. Nie znałam się wtedy na diecie. Po raz pierwszy trenowałam na siłowni. Dostrajałam się do obowiązujących wtedy schematów dietetycznych, czyli ryż, kurczak, zero soli...

Dziś wygląda to zupełnie inaczej. Tak naprawdę to każdy rok i każde przygotowania do zawodów są inne.

 

Czy czułaś się zagrożona ze strony jakichś dobrych zawodniczek?

Zarówno przed jak i w trakcie zawodów zawsze czułam się zagrożona ze wszystkich stron, bo wszędzie widziałam dobrze przygotowane konkurentki. Ale w ciągu długich przygotowań do startu walczyłam sama ze sobą i to było o wiele trudniejsze.

Lubię to uczucie, które towarzyszy mi w sytuacji, gdy staję na scenie przygotowana i już nie mogę mieć do siebie o nic pretensji, bo zrobiłam wszystko, na co mnie stać. Rozliczam się sama ze sobą, a wynik bywał różny, bo jednak nie zawsze wygrywałam. Nie miejsce na zawodach wyznacza mi pozycję w świecie, jak było trzeba, to z pełnym szacunkiem oddaję swoje  miejsce komuś lepszemu, robiąc to w zgodzie z zasadami  fair play. I to między innymi sprawia, że wciąż nie opuszcza mnie szacunek do samej siebie.

 

Czy w trakcie różnych startów nie czułaś tremy wiedząc, że Twoimi przeciwniczkami są na ogół zawodowe gimnastyczki?

Bywało i tak, że na zawodach trema prawie mnie zabijała, chciałam uciec i zniknąć, aby tylko nie wychodzić na scenę. Rundy bikini (pozowanie) uwielbiałam i tu nie miałam obawy, że się potknę . Natomiast  przed układem  tanecznym czułam się jakbym byla sparaliżowana, ale tylko przed, bo już  podczas tańca byłam szczęśliwa. Wiedziałam, że akrobatyki na tym poziomie, jaki demonstrowały gimnastyczki, nie będę w stanie nadrobić, a wszystkie wypracowane elementy akrobatyczne były dla mnie nowe i nie mogę czuć się w nich pewnie. Cieszyłam się, że mimo wszystko potrafiłam je wykonać na twardej scenie, i że jestem cała i zdrowa po takim wyczynie.

 

Czy w ogóle trema pomaga w tego rodzaju zawodach?

Mnie dopinguje, jest to emocja kontrolowana, podtrzymuje mnie na długiej fali hiper-aktywności. Z drugiej strony wiem jednak, że trema często potrafi przytłoczyć , wprost przygnieść do ziemi. Sztuka polega więc na tym, aby nie dać jej się ponieść, nie pozwolić sobie na zwątpienie w siebie i w wartość swojego przygotowania do zawodów.

 

Czy na starcie (znowu debiutanckim) na M.Ś. czułaś się już zawodniczką „przeznaczoną" do wygrywania, czy raczej byłaś osobą pełną obaw?

Oj, było różnie! Pamiętam mistrzostwa świata w Bratysławie w 1997 roku. Zajęłam tam XI miejsce i byłam szczęśliwa, że w ogóle dotarłam  do  finałowej piętnastki, bo tylko te  dziewczyny mogły zatańczyć układ. Startowało ponad 30 zawodniczek, pierwsza selekcja odbyła się na podstawie oceny sylwetki, a więc - runda bikini. Byłam pełna obaw i ciekawa, jak naprawdę wygląda ten sport na świecie. Możliwość zobaczenia czołówki światowej, poziom zawodów, atmosfera - wszystko to rozświetliło mi obraz mojej własnej pozycji w fitness. Właśnie wtedy zaczęłam się bać.

 

A na samym końcu, kiedy już strach minął, a sukcesów przybywało, pożegnałaś się ze sportem amatorskim. Jak to się stało? Jak potraktowałaś propozycję startu w szeregach fitnesek zawodowych na Ms. Olympia?

Było tak, że ówczesny trener kadry, Paweł Filleborn, przedstawił mi możliwości zdobycia licencji zawodniczki zawodowej IFBB.  Warunkiem było  zdobycie mistrzostwa świata w kategorii open, co też się stało. Znalazłam się w  sytuacji takiej, że na poziomie amatorskim mogłam już tylko powielać tytuły.

Skorzystałam z możliwości przeskoczenia do innego świata i faktycznie uatrakcyjniłam sobie dalszą karierę przechodząc na zawodowstwo. Było to kolejne wyzwanie, kolejna zmiana, ale... zaczynałam wszystko od początku.

 

Jak czuła się amatorka startując na tak prestiżowych zawodach wśród fitnesek z kulturystycznym umięśnieniem?

 Ja akurat czułam się świetnie i na szczęście nie miałam potrzeby „dokładania" sobie masy mięśniowej. Niezależnie od sytuacji oraz warunków startu, wolę być okrągła, a nie kwadratowa. Na tym polega ta największa różnica, którą dostrzegłam w tym zawodowym świecie kulturystek. Często je podziwiam ale jednocześnie współczuję koleżankom ze sceny, że traktują cenę jednego dnia na zawodach jakby to była wartość całego życia. Tymczasem dla mnie moje życie ma wiele stron, o które staram się zadbać. Jest to przede wszystkim scena dnia codziennego, raz w światłach, drugi raz bez. Za to zawsze z dobrym zdrowiem!

 

Czy gdyby udało się cofnąć czas, wybrałabyś taką samą drogę życiową (sportową)?

Tak, ale poprawiłabym błędy i wtedy byłby to już pełny komfort.

 

Czy osiągnęłaś w sporcie wszystko, co kiedyś zaplanowałaś?

Wciąż mam plany J i to liczy się najbardziej.

 

Plany powstają zwykle w oparciu o doświadczenia, a zatem mam pretekst zapytać, co w ogóle dały Ci treningi i starty akurat w tej trudnej dyscyplinie sportu?

Zaczynając od rzeczy najprostszej, zaistnienie w tej dyscyplinie pozwoliło mi zdobyć wiedzę w zakresie zdrowej diety i umiejętności zachowania sportowej sylwetki, być może na zawsze. Poza tym nauczyłam się samodyscypliny i dystansu do siebie. Nauczyłam się przegrywać i wygrywać. Zapamiętałam, jak powinnam się znaleźć zarówno w jednej jak i w drugiej sytuacji. Wzmocniła mnie świadomość tego, że jeżeli człowiek bardzo chce, to wygra. Z tego przekonania korzystam teraz każdego dnia.

Mogę tylko dopowiedzieć, że na nic nie narzekam, mam fajne życie,  a jeżeli już naprawdę czegoś mi brakuje, to tylko widoku na morze z mojego apartamentu. Byłoby to wyjątkowo kojące...

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

piątek, 18 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  898 226  

O mnie

Zwiazana ze swiatem sportu, Mistrzyni Swiata W Fitness. od 2004 prowadzi Akademie Fitness Sportowego dla dzieci. Aktorka . Projektantka kolekcji fitness EU4YA.Szkoleniowec Fitness i dietetyki Propta , IFFA.

O moim bloogu

Związana ze światem sportu, Mistrzyni Świata W Fitness. od 2004 prowadzi Akademie Fitness Sportowego dla dzieci prezes Federacji Fitness Division . WFF Poland. Międzynarodowy sędzia kulturystyki i ...

więcej...

Związana ze światem sportu, Mistrzyni Świata W Fitness. od 2004 prowadzi Akademie Fitness Sportowego dla dzieci prezes Federacji Fitness Division . WFF Poland. Międzynarodowy sędzia kulturystyki i fitness. Aktorka,  Projektantka kolekcji fitness EU4YA, Szkoleniowiec Fitness i dietetyki Propta, IFFA.

schowaj...

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 898226

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Pytamy.pl